Zwierzęta, które nie spieszą się

Nie każdy Nowy Rok zaczyna się od postanowień.
Mój zaczął się od ciszy.

Poranek, który nie pogania

Każdy dzień rozpoczynam tak samo.
Szklanka wody z wyciśniętą cytryną. I tak było również dziś.
Pierwszy dzień Nowego Roku.

Potem śniadanie. Proste, znane, lubiane. Najczęściej 2 jajka– a właściwie jajecznica. Z jajek od naszych zielononóżek. Mają zielony albo oliwkowy kolor. Lubię ten moment, kiedy trafiają na patelnię. To drobiazg, ale dla mnie ważny. Znam te kury. Wiem, skąd są te jajka.

Jemy śniadanie w kuchni, przy dużym drewnianym stole. To nasz wspólny czas – mój i męża. Bez pośpiechu. Bez presji. Smakujemy. Cieszymy się, że możemy po prostu pobyć ze sobą. Ten dzień nie domaga się od nas więcej.

Za oknem zima. Śnieg przykrywa wszystko białą warstwą. Natura sama zwalnia. I my razem z nią.

Dzień, który wyznacza przyroda

Po śniadaniu ubieramy się i pakujemy naszego jeepa. Zabieramy smakołyki dla zwierząt. Oprócz siana, które mają codziennie, dowozimy im warzywa i chleb. Bardzo je lubią.

Spędzamy ze zwierzętami około dwóch godzin. To czas, który ma swój rytm. Nie da się go przyspieszyć. One nie znają pośpiechu. Wiedzą, kiedy jest pora podejść, kiedy się zatrzymać, kiedy patrzeć, a kiedy odejść. Uczę się tego od nich od kilku lat.

Później przenosimy się na drugą część gospodarstwa. Tam, gdzie są ptaki – kaczki, gęsi, kury, bażanty. Każde zwierzę potrzebuje innej uwagi, innego rodzaju obecności. I ten dzień sam się układa, w zależności od tego, czego one potrzebują.

Dom, ciepło, bycie razem

Wracamy do domu. Jest czas na obiad. Na zapalenie kominka albo świec. Czasem odwiedzają nas wnuki. Czasem przyjeżdżają przyjaciele – nie tylko z Jastrzębiej Góry. Lubię te spotkania. Są zwyczajne. Bez planu. Bez udowadniania czegokolwiek.

Dzień kończy się spokojnie. Z poczuciem zadowolenia. Z tego, co mamy. Z tego, kim jesteśmy. Bez wielkich podsumowań.

Czego uczą mnie zwierzęta

Uważność, spokój i cisza nie pojawiają się nagle. One przychodzą wraz z codziennością. Z tą samą praktyką, powtarzaną każdego dnia. Z rutyną, która z czasem staje się nawykiem.

Zwierzęta uczą mnie tego nieustannie. Tego, że nie trzeba się spieszyć. Że wystarczy być. Że życie nie zawsze wymaga więcej – czasem wymaga mniej.

I może właśnie dlatego ten rytm jest dla mnie tak ważny. Bo pozwala mi żyć bliżej siebie, bliżej natury i bliżej tego, co naprawdę ma znaczenie.

Jeśli kiedyś poczujesz, że chciałbyś pobyć przez chwilę w takim rytmie, być może warto sprawdzić, czy to miejsce jest także dla Ciebie.

Podobne wpisy