Wielkanoc
|||||||

Kiedy wiatr zmienia plan – o świętach, których nie da się zaplanować

Są takie dni nad morzem, kiedy wszystko wygląda inaczej, niż sobie wyobrażaliśmy.
Niebo ciężkie od chmur, wiatr, który nie pozwala spokojnie iść przed siebie, deszcz, który zamiast przelotnego kaprysu staje się tłem całego dnia.

I właśnie takie dni najczęściej przychodzą w momentach, kiedy chcemy, żeby było „idealnie”.
Święta. Czas, który próbujemy poukładać, zaplanować, dopiąć.

Taki był plan na Święta Wielkanocne, spacery, atrakcje i aktywność na świeżym powietrzu wśród naszych szkockich krów. To zaplanowaliśmy dla naszych gości 🙂

I nagle okazuje się, że nie da się wyjść na spacer tak, jak planowaliśmy.
Nie da się usiąść na tarasie.
Nie da się „zrobić dnia” według planu.

Zostaje dom.
Zostają ludzie.
Zostaje czas.


Dwie drogi

W takich chwilach goście mogą pójść w dwie strony.

Pierwsza – to walka.
Z rozczarowaniem, z pogodą, z tym, że „miało być inaczej”.
Próba ratowania planu za wszelką cenę. Szukanie zajęć, żeby tylko nie czuć tej zmiany.
Czasem napięcie, które pojawia się między nami – zupełnie nie dlatego, że coś jest nie tak, ale dlatego, że coś nie wyszło tak, jak chcieliśmy.

Druga – to zatrzymanie.
Nie zawsze łatwe.
Czasem nawet niewygodne.

Bo nagle nie można uciec w działanie.


To, co przynosi wiatr

Wiatr nad morzem ma w sobie coś szczególnego.
Jest nieprzewidywalny, surowy, prawdziwy.
Nie pyta, czy jesteśmy gotowi.

Ale właśnie przez to zatrzymuje nas bardziej niż cokolwiek innego.

Kiedy nie można wyjść – zaczynamy być bliżej.
Kiedy nie ma planu – pojawia się rozmowa.
Kiedy dzień zwalnia – zaczynamy zauważać siebie nawzajem.

Dzieci, które zamiast atrakcji znajdują miejsce na podłodze i budują coś razem.
Dorośli, którzy w końcu siadają bez pośpiechu.
Cisza, która nie jest pustką, tylko przestrzenią.


Święta, które dzieją się naprawdę

Może właśnie w takich chwilach święta stają się bardziej prawdziwe.

Nie te „z obrazka”.
Nie te idealnie ułożone.

Ale takie, w których jest miejsce na bycie.
Na zwyczajność.
Na obecność, której na co dzień często brakuje.

Bo kiedy nie możemy zrobić więcej zaczynamy być bardziej.


Nad morzem nic nie jest do końca przewidywalne

To jest miejsce, które żyje własnym rytmem.
Morze, wiatr, zmieniające się niebo, wszystko przypomina, że nie mamy wpływu na wszystko.

I może właśnie dlatego odpoczynek tutaj wygląda inaczej.

Nie polega na tym, że wszystko się zgadza.
Ale na tym, że uczymy się przyjmować to, co przychodzi.


Cisza, która zostaje

Po takim dniu często przychodzi wieczór, który jest spokojniejszy niż zwykle.
Jakby coś się poukładało.

Nie dlatego, że coś zrobiliśmy.
Ale dlatego, że na chwilę przestaliśmy robić.

I może właśnie w tym jest sens takich dni.
Że uczą nas czegoś, czego nie da się zaplanować.

Zatrzymania.
Bliskości.
Obecności.

To był wyjątkowy czas, zarówno dla gości jak i dla nas. Dziękujemy tym, którzy spędzili z nami te Święta.


W Willi Pod Lasem takie dni zdarzają się częściej, niż mogłoby się wydawać. To nasza rzeczywistość.
I za każdym razem przypominają nam, że nie wszystko musi być tak, jak chcemy…
żeby mogło być dokładnie tak, jak potrzebujemy.

A czego ty potrzebujesz…..?

Podobne wpisy